Multilingual Studies at a Distance

Students and Academics of All Countries, Unite! :-)

Czy mając świeżo w pamięci analizę wybranych przepisów ustawy o ochronie danych osobowych z poprzedniego tematu wykładowego, zaczęła Wam w trakcie studiowania zagadnień obecnego tematu wykładowego krążyć po głowie myśl o tym, że w największym konflikcie z prawem dostępu do informacji publicznej będzie właśnie prawo do prywatności. Wszystkich wątpiących jeszcze w rangę tego konfliktu odsyłam do opracowania Orzeczenie TK w sprawie ograniczenia prawa do prywatności ( http://www.informacjapubliczna.org.pl/index.php?option=com_content&... ). Który z problemów tam rozstrzygniętych uznalibyście z określonych względów za najbardziej doniosły i którą z argumentacji przemawiających za albo przeciw dominowaniu jednego z tych dwu praw nad pozostałym uznalibyście z określonych względów za najbardziej wątpliwą?

Views: 296

Replies to This Discussion

Informuję, że w międzyczasie adresem w Pozarządowym Centrum Dostępu do Informacji Publicznej ( http://www.informacjapubliczna.org.pl/index.php ) dla tego orzeczenia stał się URL następujący http://www.informacjapubliczna.org.pl/6,6,orzeczenie_trybunalu_kons... .
A spróbujmy spojrzeć na problem w sposób następujący. Politycy poszczególnych partii walcząc w wyborach o głosy wyborców przedstawiają siebie i swoje układy rodzinne w jak najkorzystniejszym dla siebie świetle. Czy wyborcy nie mają prawa weryfikować tych zapewnień w oparciu o informacje pochodzące z innych źródeł niż z ust tych polityków? A może to nie jest istotne, że polityk próbujący zdobyć głosy wyborcze na fali, na przykład, propagowania wartości rodzinnych, sam swoimi układami rodzinnymi daleko odbiega od głoszonych ideałów?

W mojej wypowiedzi chciałabym się odnieść do postu Pana dr Lemańczyka odnośnie prawa wyborców do weryfikacji informacji dotyczących zapewnień polityków nie tylko z ich ust. Podczas zbliżających się wyborów każdy polityk pragnie być postrzegany z jak najlepszej strony przez wyborców. Pokazuje jak bardzo ważna jest dla niego rodzina, dobro innych, państwa. Jak wiadomo nikt nie jest idealny i każdy ma jakieś wady. Patrząc na polityków, osoby, które rządzą naszym państwem mogą być to bardzo istotne wady dla nas wyborców. Media wkraczają w życie prywatne polityków. Celem tego jest ich lepsze poznanie, nie tylko z tej dobrej strony. Myślę, że w niektórych przypadkach takie ukazanie polityka z gorszej strony, zwłaszcza jego życia prywatnego narusza punkt zawarty w art. 14 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r.- Prawo prasowe:


Nie wolno bez zgody osoby zainteresowanej publikować informacji oraz danych dotyczących prywatnej sfery życia, chyba że wiąże się to bezpośrednio z działalnością publiczną danej osoby.


Ponadto chciałaby podzielić się z Wami artykułem, na który trafiłam w Internecie http://www.polityka.pl/kraj/200150,1,polityka-i-zle-obyczaje.read. Przedstawia on sytuacje z życia polityków wychwycone przez dziennikarzy. Jest to artykuł z 2006 roku, ale uważam, że bardzo trafnie obrazuje to jak bardzo dziennikarze potrafią ingerować w życie prywatne polityków. Myślę, że w wielu wspomnianych w tym artykule przypadkach media przekraczały wyznaczoną prawem granicę prywatności człowieka publicznego, ale czasami to sami politycy mogą sprowokować do ingerowania w ich życie prywatne.

Uważam, że we współczesnym świecie i współczesnej polityce granice między informacją publiczna a prawem do prywatności ulegają zatarciu. Osobiście czuje się tym zaniepokojona, bo okazuje się, że osoby publiczne tracą prawo do prywatności…

Chciałabym się powołać na słowa pana Jana A. Stefanowicza, które zostały już wcześniej przytoczone "Z art. 47,51 ust. 1 i 76 Konstytucji RP można wywieść prawo do prywatności , a więc ochrony życia prywatnego. Sprawy prywatne (życie prywatne) to sprawy życia osobistego, rodzinnego, religijnego wraz z dobrami osobistymi. Życie zawodowe, w tym naukowe, twórcze, społeczne, kulturalne człowieka jest realizowane tak w obszarze jego życia prywatnego, jak i publicznego. Dlatego też pewne informacje z zakresu np. działalności naukowej, artystycznej, społecznej mogą być upublicznione, a więc i jawne, a inne stanowić element życia prywatnego i podlegać ochronie prywatności…”

Chciałoby się powiedzieć zbyt piękne, żeby było prawdziwe. No i niestety rzeczywiście tak jest.
Żyjemy w czasach w których media stanowią 3 władzę, która ma chyba największy wpływ na kształtowanie naszych opinii na temat różnorodnych spraw i osób. Wystarczy, że dana osoba zostanie raz oczerniona (nawet niesłusznie) w telewizji , gazecie czy radiu a ta opinia będzie się już za nią ciągnęła i nie pomogą tu żadne sprostowania. Jest to najlepszy przykład tego jak łatwo można zniszczyć drugiej osobie karierę, zwłaszcza wysoko postawionej.
Jednak wkraczając w życie publiczne (mam tu na myśli polityków) trzeba się liczyć z faktem, iż nasze życie ulegnie zmianie i każde, nawet najmniejsze potknięcie może stać się podstawą do wybuchu wielkiego skandalu.

Dobrym przykładem jest małżeństwo prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego z Carlą Bruni, które przez wiele miesięcy budziło ogromne zainteresowanie mediów. http://www.se.pl/archiwum/tag/nicolas_sarkozy/
A także afera związana z premierem Włoch Silvio Berlusconim http://dziennik.pl/swiat/article402810/Ilu_kobietom_placil_Silvio_B...
Przykładów można podawać wiele i nie trzeba ich szukać daleko w polskiej polityce. Choćby znana wszystkim seksafera w Samoobronie, w którą zamieszani byli Stanisław Łyżwiński i Andrzej Lepper, a także głośna historia „Love Story” z udziałem Kazimierza Marcinkiewicza. http://www.se.pl/wydarzenia/marcinkiewicza-love-story/

Musimy tylko zadać sobie pytanie dlaczego i po co takie sprawy rozgrywają się na naszych oczach w mediach? Stanowią one doskonały temat do rozgrywek miedzy politykami, ale czy wnoszą coś pożytecznego na arenę polityczną?

Uważam, że wyborcy mają prawo znać całą prawdę na temat osób, które będą sprawować władzę w państwie. Ale czy właśnie w tym miejscu nie przekraczamy cienkiej granicy między dostępem do informacji publicznej a prawem do prywatności?
Zgadzam się z tym co napisali moi poprzednicy odnośnie dostępu do informacji publicznej a prawem do prywatności w kontekście polityki, a mianowicie z tym że we „współczesnym świecie i współczesnej polityce granice między informacją publiczna a prawem do prywatności ulegają zatarciu” co słusznie stwierdziła Agata. W takiej sytuacji słuszne jest pytanie postawione przez Pana doktora: „Czy wyborcy nie mają prawa weryfikować tych zapewnień w oparciu o informacje pochodzące z innych źródeł niż z ust tych polityków?”. Odpowiadając na to pytanie mówię kategorycznie, że mamy do tego prawo. Uważam, że każdy człowiek sprawujący funkcje publiczne związane z polityką powinien zdawać sobie sprawę z ryzyka, jakie wiąże się z jego pracą, a tym samym utratą prywatności. Człowiek z natury jest bardzo ciekawski i nieufny, dlatego całkowicie popieram przekraczanie przez dziennikarzy granicy prywatności polityków ponieważ chcemy wiedzieć jak najwięcej o osobach od których tak naprawdę zależy nasze życie. Powracając do przytoczonej już wcześniej sytuacji z kampanią wyborczą, przecież w takiej sytuacji nic nie wiemy o danej osobie bądź partii oprócz idealnego spotu wyborczego który ma Ich ukazać z jak najlepszej strony. Zazwyczaj każdy spot dotyczy tego samego, że najważniejsza jest rodzina, dobro obywateli czy Ojczyzna, a władza w Ich rękach doprowadzi do ogólnego szczęścia i dobrobytu. Dzięki temu, że media naginają a nawet przekraczają granice prywatności dostarczane są społeczeństwu informacji dzięki którym możemy dowiedzieć się jacy tak naprawdę są dani politycy poza sceną polityczną. Dla wielu z nas jest to bardzo ważne ponieważ nie sadzę żeby osoba która w życiu prywatnym jest np. zakłamana, prowadzi rozwiązłe życie, ma powiązania z działalnością nielegalną i dba wyłącznie o swoje dobro, nagle się tak zmieniła i proklamuje zupełnie przeciwne hasła wyborcze. Wiadomo, że nie we wszystko co media mówią to prawda bo niektóre rzeczy są naciągane ale nawet pomimo tego mamy pewien zarys informacji dzięki czemu możemy zweryfikować zapewnienia polityków.

W odpowiedzi na postawione pytanie „Czy wyborcy nie mają prawa weryfikować tych zapewnień w oparciu o informacje pochodzące z innych źródeł niż z ust tych polityków?” chciałabym rzec stanowczo,  że wyborcy mają do tego prawo. Aby ocenić charakter człowieka trzeba go dobrze poznać. W tym właśnie zadanie mediów. Można zapytać, po co nam aż taka wiedza na temat osób publicznych? Sądzę, że w dobie tak bardzo rozbudowanego PR-u nie da się postępować inaczej. Może się albowiem okazać, że to jak obieramy daną osobę, a to jaka jest ona w rzeczywistości dzieli spory dysonans. Jeśli polityk posługuje się swoją rodziną do budowania  wizerunku, to daje przyzwolenie mediom na ocenę tej sytuacji. Przychodzi mi na myśl kampania prezydencka z 2005 roku. [ http://fakty.interia.pl/fakty_dnia/news/slub-z-zona,706085] Prezydent to osoba, której rodzina jest istotnym elementem dla budowania „ciepłego” wizerunku. Zostaje ona narażona na bycie w centrum zainteresowania.  Podczas gdy każdy starał się zaprezentować z jak najlepszej strony media przekazały informację o tym, że Donald Tusk, jeden z kandydatów na prezydenta, wstąpił w związek małżeński na kilka miesięcy przed wyborami. Zarzucało się mu, iż dokonał tego chcąc pomóc sobie w kampanii.  Informacja ta nie miała wpływu na decyzje podjęte przez część wyborców, dla innych okazała się jednak  bardzo znacząca. Moim celem nie jest tutaj ocena postawy Premiera, a potwierdzenie, że czasem „rozliczanie” osób publicznych poprzez podawanie tak osobistych informacji wydaje się być uzasadnione, w odpowiednich granicach oczywiście. Prawo dostępu do informacji publicznej w tym wypadku zdaje się być ponad prawem do prywatności. Wyborcy mają przecież prawo do swojego zdania .

Trzeba mieć na uwadze, iż każda informacja pociąga za sobą określone skutki. Niezmiernie ważne jest zatem wyważenie „złotego środka” pomiędzy tym, czy dana informacja jest faktem, czy zwykłą insynuacją. Tutaj przykład z tej samej kampanii ,dotyczący słów Jacka Kurskiego wypowiedzianych podczas wywiadu dla tygodnika „Angora”, który użył stwierdzenia, iż „poważne źródła na Pomorzu mówią, że dziadek Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu [http://www.wiadomosci24.pl/artykul/dziadek_z_wehrmachtu_8211_jozef_...] Sprawa ta również mogła mieć wpływ na wybór, jakiego dokonali Polacy w wyborach. Bardzo ważną rolę odgrywają jednak dowody, którymi powinny być potwierdzone informacje wypowiadane na temat kogoś innego. Cała sytuacja okazała się być nieprawdziwą, a próba weryfikacji przez pana Kurskiego tego, czy rodzina Tusków jest taka, za jaką stara się uchodzić, okazała się mieć kuriozalny charakter.

Kwestią niejednoznaczną  pozostaje granica pomiędzy informacją publiczną, a prawem do prywatności. Na pewno lekarstwem na całą sytuację byłby obiektywizm i świadomość rangi informacji podawanej do publicznej wiadomości . Byłby… gdyby tylko pojęcia te wszyscy rozumieli w jednakowy sposób. Jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości będziemy mieli okazję obserwować takich przykładów co niemiara, ponieważ w obliczu zbliżających się wyborów eskalacja paradoksalnych informacji wydaje się być nieunikniona.

"Donald Tusk, jeden z kandydatów na prezydenta, wstąpił w związek małżeński na kilka miesięcy przed wyborami" - Pani Anito, tego stwierdzenie Pani nie sprostowała. Dlatego pozwolę sobie dorzucić kilka zdań tytułem komentarza. Nie "wstąpił w związek małżeński", gdyż zgodnie z obowiązującym nadal prawem w związku małżeńskim pozostawał od 27-iu lat, ale zawarł dodatkowo ślub kościelny. Zgodziłbym się natomiast z tym, że odbyło się to na zasadzie "Paryż wart jest mszy" ( http://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Paryża ). Co więcej, odbyło się to zgodnie z dobrą oceną typowego polskiego wyborcy. Nadal więcej było takich, których tym działaniem pozyskał, niż tych, których tym działaniem stracił. Dowód z ostatniej nieledwie chwili {w nawiązaniu do słów "[Pierwsze rekolekcje dla niewierzących na... Facebooku ( http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Pierwsze-rekolekcje-dla-niew... )]" z mojego komentarza spod adresu http://fedcba.ning.com/xn/detail/2516803:Topic:31565 } - ilu polskich wyborców skłonnych byłoby zgodzić się z opinią o. Leona Knabita OSB "warto pamiętać, że Bóg kocha ateistów i może ich powołać do nieba pierwej niż wierzących" ( http://www.facebook.com/notes/prawdopodobnie-pierwsze-rekolekcje-dl... ) broniącą, jak mniemam, Boga przed oskarżeniem, że mniej ceni takiego ateistę, który żyje w zgodzie z normami społecznymi od takiego chrześcijanina, który normy te mocno narusza, a ilu polskich wyborców z zacietrzewieniem skłonnych byłoby się z tą opinią nie zgadzać? I proszę nie myśleć, że zadając to pytanie kieruję się akurat swoją sytuacją, czyli sytuacją osoby pozostającej od ponad 40-tu lat w szczęśliwym związku małżeńskim opartym wyłącznie na ślubie cywilnym. :-)

Rzeczywiście niedopatrzeniem z mojej strony było posłużenie się stwierdzeniem „wstąpił w związek małżeński”. Oczywiście miałam tutaj na myśli ślub kościelny. Chciałabym też podkreślić, że osobiście sytuacja ta nie miała żadnego wpływu na moje zdanie odnośnie osoby pana Donalda Tuska. Należę do grupy ludzi, którzy uważają, iż religia powinna zostać w pewnym stopniu odseparowana od spraw polityki. Zdaję sobie sprawę, że częściowo jest to nieuniknione, jednakże obserwacja bieżącej sytuacji, gdzie na każdym kroku wykorzystuje się kwestie wiary, wzbudza we mnie niesmak i zażenowanie. Bezapelacyjnie zgadzam się z przytoczonym stwierdzeniem o. Leona Knabita. Dziękuję też za zwrócenie uwagi na niewątpliwie interesującą propozycję „Rekolekcje dla niewierzących”. Wydaje się być ona  intrygującą pozycją, zwłaszcza dla osób, które z zaciekawieniem obserwują wszystko to, co dzieje się wokół nas. :-)

Nawiązując do kwestii polityki oraz wiary, która została poruszona przez Anitę sadzę, że nie tylko politycy wykorzystują religie. W pewnym stopniu to religia, może raczej księża mieszają się w sprawy polityki. To często oni z ambony wspominają, kto byłby dobrym prezydentem, na kogo należałoby głosować lub w skrajnych przypadkach ( głownie dotyczy to małych wsi) ksiądz nie udziela rozgrzeszenia w momencie, gdy osoba głosowała na inną partie czy polityka. Czy takie rzeczy powinno mieć miejsce? Uważam, że stanowczo nie! Moim zdaniem kościół powinien być wolny od polityki a polityka od kościoła. A już na pewno nie powinien jątrzyć i podburzać jednych przeciwko drugim.

 

Natomiast odnosząc się do fragmentu TK, który przytoczyła Anna
Wkład w debatę publiczną jest tym kryterium, które zdaniem Trybunału powinno być decydujące w ramach balansowania dwu wartości - ochrony życia prywatnego oraz wolności wypowiedzi. Podkreślono też, że opinia publiczna ma prawo do informacji (right to be informed), które stanowi podstawowe prawo w społeczeństwie demokratycznym i w szczególnych okolicznościach może nawet (…) - obejmować aspekty życia prywatnego osób publicznych, w szczególności polityków” zgodzę się z jej wypowiedzią, że informacje ze sfery prywatnej osób znajdujących się na wysokich stanowiskach w aparacie państwowym powinny być znane obywatelowi. Przecież to oni wybierają osoby, które poprzez wykonywanie wszystkich swoich zadań znacząco wpływają na funkcjonowanie państwa. Z tego powodu życie ich powinno być każdemu obywatelowi znane. Dlatego też uważam, że tzw. przezroczystość życia osób publicznych może zagwarantować, iż podejmowane w przyszłości decyzje nie będą posiadały wad wynikających z wpływu negatywnych czynników z życia prywatnego polityka. Wiadomo, że nikt podczas wyborów nie będzie „kupował kota w worku” http://pl.wiktionary.org/wiki/kupowa%C4%87_kota_w_worku tym bardziej, że ma on pełnić tak poważne funkcje a w szczególności reprezentować mieszkańców. Do podjęcia każdej decyzji potrzebne są nam pewne informacje, które można traktować jako punkt odniesienia.

Jednak często można się spotkać z nieprawidłowymi informacjami dotyczącymi prywatności osób znanych, czyli tworzeniu tzw. plotek sensacji w szczególności w Internecie.

Dlatego uważam, że prywatność jest prawdopodobnie jedną z najbardziej zagrożonych wartości w komunikacji międzyludzkiej przy pomocy sieci i należy ją szanować.

 

Wyróżniamy ramy prawne ochrony prywatności, które składają się z:

-ustawodawstwa krajowego,

-ustawodawstwa międzynarodowego i traktatów międzynarodowych

-kodeksów dobrych praktyk i etyki zawodowej

 

Prawo do prywatności znalazło się chociażby w traktacie rzymskim i strasburskim ( Unia Europejska) Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych ONZ, oraz w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Wszystkie państwa członkowskie UE na podstawie Dyrektywy w sprawie ochrony osób fizycznych w zakresie przetwarzania danych osobowych i swobodnego przepływu tych danych (komisja Europejska 1995)przyjęły przepisy chroniące prywatność.

http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=CELEX:31995L0...

Wspomniana dyrektywa wyszczególnia kategorie danych osobowych, których w żadnym wypadku nie można przetwarzać:

pochodzenie rasowe lub etniczne, opinie polityczne, przekonania religijne lub filozoficzne, przynależność do związków zawodowych, jak i również [dotyczące] zdrowia i życia seksualnego” (art. 8)

 

Ponieważ wcześniejsi uczestnicy dyskusji nawiązywali głownie do polskiego prawa ja odwołam się do Stanów Zjednoczonych, w których najobszerniejszym federalnym aktem prawnym poświęconym komunikacji jest Ustawa o prywatności w komunikacji elektronicznej( Electronic Communications Privacy Act, ECPA) a także jedną z ważniejszych jest ustawa o oszustwach i nadużyciach komputerowych ( Komputer Fraud and Abuse Act), która dotyczy wyłącznie tych przypadków naruszenia prywatności, które wyrządziły szkodę. Zabrania ona włamywania się do cudzych komputerów czy wykradania korespondencji.
A więc jak widać sfery prywatności dotykają nie tylko Polaków, ale wszystkich mieszkańców świata.

Wypowiedź Joanny Weiss z dnia „April 1, 2010 at 9:26pm”, jak i z dnia “April 9, 2010 at 6:08pm” w pełni popieram. Jednakże pragnę zauważyć, iż w niektórych momentach dyskusja wybrnęła poza pewien obszar określony tematem. Pragnę przypomnieć, iż polityka powinna być rozumną troską o dobro wspólne, czyli dobro wszystkich obywateli, dlatego nie należy się dziwić sytuacją, iż ta wspomniana wyżej wspólnota interesuje się tym czym zajmują się rządzący. Jako państwo domagamy się dobrobytu społecznego, stabilizacji, rozwoju społecznego, itp. Często zamiary wobec państwa pokrywają się w niektórych obszarach z życiem osobistym, co nie powinno mieć miejsca, jednakże wiem iż cieżko “ludziom polityki” rozgraniczyć prace i życie osobiste.

Jako młodzi ludzie, obywatele państwa, które na arenie międzynarodowej nie jest zbyt silne, powinniśmy znać pewne granice pomiędzy zwykłą plotką wymyśloną przez słąbo opłacalne czasopismo w celu podniesienia sprzedaży zwiększające w tensposób swój nakład, a informacją prawdziwą, z zaufanego źródła. Nie zapominajmy także, iż wszelkie media nie są apolityczne ( definicja apolitycznościhttp://pl.wikipedia.org/wiki/Apolityczno%C5%9B%C4%87 ). Oglądająć nawet codzienne serwisy informacyjne po 5 minutach transmisji wiadomo, która partia jest tą lubianą, bądź też nie.

Wchodząc w aktywne życie polityczne dana osoba powinna zdawać sobie sprawę z tego, z jakich rzeczy musi zrezygnować, aby godnie reprezentować swoich wyborców.

Na koniec pragnę podsumować wypowiedź Pauliny Grabowskiej “ kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie” :)

Kolejny mój przykład( posługuję się nimi najczęściej ponieważ jest mi najłatwiej) ale przynajmniej mam nadzieję że jest to jasne i bardziej przejrzyste! A więc do rzeczy- znów w mojej firmie przypadek koleżanki, którą spotkała niemiła sytuacja- rozstała się ze swoim facetem, po czym na forum na którym opisuje się opinie o firmie w bardzo burzliwym momencie dla firmy (dużej aktywności na tym forum) zaczął wypisywać co jest mu winna. Pisał aby oddała mu pieniądze, jakiś sprzęt, klucze od mieszkania. Ponadto napisał, że ma oddać również innym to co jest im winna!Sytuacja zrobiła się bardzo nieprzyjemna. Wszyscy zaczęli o tym rozmawiać, plotkować, koleżanka miała kłopot. Skontaktowła się z administratorem strony, który usunął niewygodny komentarz. Jednakże jak można zauważyć dziewczyna już doświadczyła z tego powodu wiele nieprzyjemności. Także w sieci może pisac o nas każdy, a także może pisać wszystko. Nie mamy wpływu na to co o nas napiszą oraz jak nas pokażą.

Zauważmy, że tematem nie jest konkretnie polityka. Temat dotyczy zarówno polityków jak i także innych ludzi życia publicznego: muzyków, dziennikarzy, aktorów itp.
Rozmowa skupiła się głównie na sferze politycznej, bo chcemy wiedzieć jacy ludzie kierują naszym krajem. Chcemy aby byli rzetelni, sumienni i odpowiedzialni, aby za ich kadencji nasze życie poprawiło się, ale czy nie tych samych cech oczkujemy od pozostałych przedstawicieli życia publicznego? 
Od dziennikarzy oczekujemy rzetelnych informacji i nie zaufamy i nie uwierzymy dziennikarzowi, który ewidentnie pracuje dla określonej partii stawiając inne w złym świetle?
Od muzyka czy tez aktora oczekujemy dostarczenia rozrywki ale czy będziemy go szanować jeśli okaże się że nie odpowiada nam jego sposób bycia poza sceną?
Teoretycznie żyjemy w środowisko tolerancyjnym, ale czy na pewno?
W tym miejscu chciałabym konkretnie zając się tematem. Uważam że każdy z nas ma prawo do dostępu do informacji publicznej ale w zakresie nie naruszającym prywatności - godności osób trzecich. Nie mamy prawa "wchodzi z butami" w życie innych ludzi, nawet jeśli są to osoby publiczne. 
Mamy prawo wiedzieć kim są ludzie rządzący naszym krajem, bawiący nas, czy zapewniający rozrywkę, ale maja oni prawo do prywatności tak samo jak my.
Dziennikarze często naruszają tą prywatność robiąc zdjęcia z ukrycia czy to w miejscach publicznych czy tez fotografując "celebrytów" na ich prywatnych posesjach. artykuły opatrzone potem owymi zdjęciami są często przekłamane. ani my ani dziennikarz nie znamy dokładnej uwiecznionego wydarzenia a więc nikt nie może obiektywnie oceniać zaistniałej sytuacji. 

Wracając konkretnie do tematu polityków, uważam że powinniśmy wiedzieć kim ona są, jakie maja poglądy na życie, znać ich przeszłość, ale nie powinniśmy naruszać ich prywatności, szczególnie prywatności ogniska domowego. Wydaje mi się, że najodpowiedniejszym rozliczaniem polityków byłoby sprawdzanie ich bieżącej działalności. Przy końcu każdej kadencji należałoby zrobić rozliczenie, z których obietnic zmian dana partia wywiązała się i jeśli byłoby to np. mniej niż 60% wszystkich zakładanych zmian to dana partia nie ma prawa startować w kolejnych wyborach.

RSS

© 2012   Created by Tadeusz Lemańczyk.   Powered by .

Badges  |  Report an Issue  |  Terms of Service