Multilingual Studies at a Distance

Students and Academics of All Countries, Unite! :-)

Pozwólcie, że zgadnę - mimo, iż jesteście już na czwartym semestrze kierunku studiów z "bezpieczeństwem" w nazwie, przystępując do studiowania przedmiotu Bezpieczeństwo informacji zastanawialiście się pewnie, czy nie pakujemy Was przypadkiem w jakoweś wywiadowczo-kontrwywiadowcze kłopoty. Otóż zapewniam Was, że z całą pewnością nie, aczkolwiek dla zrozumienia istoty tego przedmiotu pobieżna znajomość owego "James Bond-owskiego" odniesienia będzie niewątpliwie przydatna. Już na samym wstępie chciałbym zatem zachęcić każdego z Was do podjęcia na własną rękę zakreślenia linii granicznej pomiędzy takimi bezprawnymi i nieetycznymi działaniami jak szpiegostwo, w tym szpiegostwo gospodarcze, a takimi choćby badaniami marketingowymi, z którymi w ramach przedmiotu Podstawy marketingu ( http://triton.cs.put.poznan.pl/platon/files/opisyPrzedmiotow/ib_dzi... ) zetkniecie się dokładnie za rok. Być może przekonacie się wówczas tak jak ja, biorąc udział w dyskusjach międzynarodowej społeczności internetowej Competitive Intelligence ( http://competitiveintelligence.ning.com/profile/TadeuszLemanczyk ), że uchwycenie tej granicy nastręcza sporo kłopotów. A skoro tak, to czy powinna usypiać nas ochota do wnikliwego przebadania nas przez konkurencję tylko dlatego, że miałyby to być badania prowadzone z zachowaniem reguł prawnych i etycznych? Czy zachowanie tych reguł jest tu w ogóle możliwe?

Views: 463

Replies to This Discussion

Moim zdaniem nie można zachować żadnych reguł etycznych w szpiegowaniu, ponieważ to cały czas jest szpiegowanie. Wnikanie w czyjąś prywatna sprawę, nawet patrząc na szpiegostwo gospodarcze. Szpiegostwa gospodarcze jak by nie patrzeć mogą czasami wyrazić wiele szkód nie tylko moralnych, ale także gospodarczych. Abstrahując, jeśli ktoś będzie szpiegować dane przedsiębiorstwo, przejmie jego technologie, bądź pomysły i wykorzysta je to firma szpiegowana może być tak pokrzywdzona ze zbankrutuje.
Moim zdanie szpiegostwo to szpiegostwo i nic tego nie usprawiedliwi, nawet jeśli jest wykorzystane w dobrym celu.
( http://pl.wikipedia.org/wiki/Szpiegostwo ) odwołam się do ogólnego pojęcia na temat szpiegostwa. Agata słusznie zauważyła różnice znajdujące się między szpiegostwem a badaniem marketingowym, zgadzam się również z wypowiedzią Adama. Z tego powodu zmusili mnie do szukania innego wyjaśnienia na zadane pytanie. Z samych definicji można zauważyć różnice jak również granice między nimi. Reguły prawne i etyczne dotyczą badania marketingowego, gdyż ludzie zajmujący się takimi czynnościami gromadzą informacje, które zostały przez kogoś ujawnione,na tym bazują, a w konsekwencji tych prognoz wnioskują " jaka sytuacja może zaistnieć na rynku". Nie podejmują się oszustwa, podając się za inną osobę(działanie pod maską),nie działają w konspiracji na szkodę drugie(konkurencyjnej działalności)strony, w celu osiągnięcia pewnych profitów. Mniej więcej obydwa zagadnienia dotyczą tego samego, lecz tylko jedno kłóci się z prawem. Badanie jest zbieraniem informacji, natomiast szpiegostwo jest kradzieżą informacji.
W zupełności zgadzam się z moimi poprzednikami. Istnieje znacząca różnica pomiędzy badaniem marketingowym a szpiegostwem. Posunę się do stwierdzenia, że badania marketingowe są dla ogółu. Sporządzane na ich postawie wykresy i statystyki są wielokrotnie wykorzystywane w marketingu i bardzo często są prezentowane w rożnych tematycznych czasopismach. Szpiegostwo natomiast moim zdaniem służy jedynie osobie czy instytucji (w zależności od tego czego dotyczy), która się do niego posuwa. Osobiście twierdze ze szpiegowanie jest pozbawione reguł etycznych. Jestem świadoma faktu, iż jest ono wykorzystywane w rożnych celach i przez rożne osoby czy instytucje (zarówno prywatne jak i państwowe), jednak uważam to za zbyt duże naruszenie czyjejś prywatności osobistej. Reasumując – istnieją niekiedy wyjątki, w których szpiegostwo nie jest odbierane tak bardzo negatywnie.
Oczywiście zgadzam sie z moimi koleżankami i kolegami :) Jednak uważam, że nie wszystko w życiu jest czarne lub białe. Owszem szpiegostwo (przynajmniej dla mnie) zawsze jest szpiegostwem, jednak czy badania marketingowe zawsze są badaniami marketingowymi? Czy zawsze są prowadzone według reguł prawnych i etycznych? Tu nie jestem w stanie podać jasnej i klarownej odpowiedzi. Co powiecie np. na badania prowadzone w celu - jak to jest w temacie - wnikliwego przebadania nas przez konkurencję? Czy też "domagania" się odpowiedzi na zadawane pytania za pieniądze?
Tutaj granica między szpiegostwem, a badaniami marketingowymi -która była tak jasna- zaczyna się zacierać.
Zgadzam się ze słowami Iwony iz granica między szpiegostwem, a badaniami marketingowymi się powoli zaciera. Odpowiadając na pytanie Iwony czy badania marketingowe sa zawsze prowadzone według regul prawnych i etycznych powiem,że w moim zdaniem w tych czasach nie. Obecnie firmy tak bardzo konkurują ze sobą i chcąc sie dowiedzieć czegoś na temat firmy konkutencyjnej posówaja się do różnych rzeczy, które są daleko poza prawem. Badania marketingowe zamieniły się w szpiegostwo. Walka między firmami jest obecnie zaciekła. Przedsiebiorstwa sięgają po sposoby, którym daleko do zachowań etycznych aby przebić kogoś na rynku.
Zgadzam się z moimi poprzednikami. Patrząc na szpiegostwo z drugiej strony, może być ono przydatne :). Nie wiem jak dokładnie szpiegowanie wygląda ze strony praktycznej, ale mam nadzieję, że ludzie odpowiedzialni np. za nasz kraj np. politycy są w odpowiedni i intensywny sposób kontrolowani (a także szpiegowani). Chciałabym, żeby wszystkie ich "czarne interesy" zobaczyły światło dzienne i żebyśmy my "szarzy obywatele kraju" mogli chociaż po części zobaczyć jaka jest prawda. Oczywiście, że jest to moralnie niezgodne z przyjętymi standardami, ale uważam, że jak ktoś decyduje się zostać politykiem, człowiekiem który może zmienić los wielu ludzi, to powinien mieć dobre intencje, mówić o nich, a przede wszystkim je wykonywać. Bardzo często niestety dzieje się tak, że tylko wysłuchujemy obietnic, a później nie dość, że obietnica nie jest spełniona, to jeszcze możliwe jest, że zmienia swój kierunek o 180 stopni.
Nie boję się stwierdzenia, że polityka to jeden wielki biznes i politycy muszą się tak ustawić, żeby jak najwięcej zarobić, nie patrząc na dobro obywateli. A gdyby obywatele wiedzieli jakie interesy i jakie pieniądze dostają np. za uchwalenie ustawy, która nie jest nam przychylna, wydaje mi się, że w następnych wyborach wiedzieliby jak mają głosować. Do sprawdzenia tych wszystkich informacji pomocne jest szpiegostwo. I tu pojawia się następny problem, ktoś kto szpieguje też może chcieć "drobny upominek" za nieujawnienie pewnych informacji... Nie chcę się martwić, a przy o okazji i Was, ale w takim żyjemy świecie.. A szpiegostwo jak było, tak i będzie, tylko zależy, czy będzie ono pozytywnie wpływać i czy coś zmieni.. Myślę sobie, że jak już istnieje, to niech przynosi pozytywne rezultaty...

 „Badania marketingowe zamieniły się w szpiegostwo. Walka między firmami jest obecnie zaciekła. Przedsiębiorstwa sięgają po sposoby, którym daleko do zachowań etycznych aby przebić kogoś na rynku” . Chciałabym się odnieść do słów, które zostały napisane w tymże wątku przez Annę Tuszyńską, ponieważ czytając artykuł zamieszczony 17 lutego 2010 na stronie www.polityka.pl   (http://www.polityka.pl/rynek/gospodarka/1502953,1,tajemnice-bankowe... ) odnoszę wrażenie, że ściśle wiąże się on z tematem naszej dyskusji. Mamy tutaj przykład występowania cienkiej granicy między tym, czy dana informacja jest na tyle użyteczna, że należy ją ujawnić, pomimo iż stanowi ona tajemnicę, czy też ujawnienie jej przyniesie jednak znacznie więcej strat niż korzyści.

 

Jak możemy przeczytać w artykule „Angela Merkel zatwierdziła zakup kolejnego pakietu danych, tym razem skradzionych z banku Crédit Suisse w Szwajcarii.” Pojawia się zatem pytanie jak do zjawiska tego odnosi się z jednej strony prawo, a z drugiej zwykła ludzka uczciwość. Czy istnieją sytuacje, w których ujawnienie pewnych danych jest na tyle niezbędne, iż można je uznać za konieczność, w której moralność schodzi na dalszy plan?

 

 Prawo interpretowane jest na wiele sposobów. Każdy szuka takiego rozwiązania, które jest dla niego najbardziej korzystne. Hervé Falciani - osoba, która dla Francji okazała się cennym informatorem, dla Szwajcarów stała się przestępcą. Są zatem sytuacje, które pozwalają wnioskować , że informacje pochodzące z nie do końca legalnego źródła mogą jednak przynieść wiele korzyści, zwłaszcza finansowych. Tajemnica jest zatem granicą, której przekroczenie przypuszczalnie może dostarczyć wiele pożytku i doprowadzić np. do zwalczania przestępstwa. Jestem zwolenniczką opinii, iż powinna być ona w uzasadnionych przypadkach ujawniana.

 

Jest jednak druga strona medalu. „Berno próbuje zwalczać sprzedaż danych. Złodziei ściga za szpiegostwo gospodarcze i współpracę z obcymi wywiadami (bo to one pertraktują zwykle z informatorami), a kupujące rządy oskarża o rabowanie banków.” Informacja dla jednych korzystna wiąże się ze stratami, jakie ponosi ktoś inny. Jeśli wyrażamy zgodę na jednorazowe ujawnienie informacji i widzimy społeczne przyzwolenie na takie zachowanie, to napędza się tym samym handel tym, czego wycenić i ocenić jednoznacznie, zwłaszcza w kategoriach moralności, nie jesteśmy w stanie. Pozostaje zatem zgodzić się ze słowami autora tematu, że „uchwycenie tej granicy nastręcza sporo kłopotów”.


„ W Szwajcarii unikanie podatków nie jest przestępstwem, nie stanowi zatem podstawy do ujawnienia danych bankowych służbom innego kraju. Z tajnych kont od dziesięcioleci korzystali zwykli oszuści, skorumpowani politycy, chciwi dyktatorzy i handlarze bronią. To pod osłoną szwajcarskiej tajemnicy bankowej banki w Zurychu i Genewie przez pół wieku obracały oszczędnościami ofiar Holocaustu. Szacuje się, że połowa depozytów w szwajcarskich bankach pochodzi dziś z zagranicy, z tego 30 proc. to pieniądze ukryte przed fiskusem.” Moim zdaniem przekroczenie granic tajemnicy i zgoda na szpiegostwo w tym wypadku jest jak najbardziej uzasadniona. Czy jednak nawet jednorazowe przyzwolenie na przekraczanie reguł etycznych przyniesie w przyszłości pozytywne rezultaty?

Zgadzam się z opinią moich przedmówców w stu procentach. Szpiegostwo, badania marketingowe itp. nigdy nie były nie są i nie będą etyczne, ale są jednak konieczne dla rozwoju. Sama gdybym miała otworzyć jakieś przedsiębiorstwo nie zawahałabym się przeprowadzić tego typu badania. Zależałoby mi przecież na tym, aby moja firma utrzymała się na rynku, a co za tym idze, przynosiła mi spore zyski, dlatego też ważnym dla mnie byłoby zorientowanie się jak podobne, już istniejące firmy dają sobie radę.

Istnieje jeszcze inne określenie będące synonimem szpiegostwa, a mianowicie jest nim analiza konkurencyjności. Wiem, że może źródło, które podam nie jest zwykle polecane i popierane, jednak uważam, że dany artykuł jest adekwatny do tego zagadnienia. Jest nim mianowicie strona Bci, na, której omówiono temat analizy konkurencyjności. Jest ona tutaj przedstawiona, jako legalna i etyczna praktyka biznesowa, w przeciwieństwie do szpiegostwa przemysłowego. Poruszony również został temat etyki dowiadujemy się stąd, iż:

„Etyka była problemem długo dyskutowanym przez praktyków analizy konkurencyjności. Pragnęli oni ustalić, co jest, a co nie jest dopuszczalne w praktykowaniu analizy konkurencyjności. Powstało wiele znakomitych naukowych publikacji na ten temat, większość z nich to publikacje Society of Competitive Intelligence Professionals. Książka Competitive Intelligence Ethics: Navigating the Gray Zone przedstawia najbardziej popularne punkty widzenia na temat etyki analizy konkurencyjności.

Informacje wykorzystywane w analizie konkurencyjności mogą być uzyskiwane z publicznych źródeł, subskrypcji, z nieformalnej wymiany informacji z pracownikami konkurencji lub klientami. Analiza konkurencyjności różni się od szpiegostwa przemysłowego tym, że analitycy konkurencyjności zobligowani są do przestrzegania norm prawnych i etycznych. Tak, więc podsumowując dany artykuł, bardzo mocno starano się w nim podkreślić, iż jest to dobrzy i legalny sposób weryfikowania działań konkurencji.

Polecam również przeczytanie niniejszego artykułu http://www.wprost.pl/ar/97016/Szpieg-w-firmie/?I=1246 . Zostały w nim przedstawione bardzo ciekawe rzeczy dotyczące szpiegostwa przemysłowego. Na początku zostało wspomniane o pomyśle pracodawców o wprowadzeniu wykrywacza kłamstw podczas rozmów z kandydatami czy też pracownikami. Wydaje się to śmieszne, ale uważam, że byłoby też skuteczne. Również z uwagi na wspomniany w tym artykule przykład sprzątaczki, która okazała się być hakerem. Bardzo istotnym moim zdaniem jest również ten fragment artykułu: „doskonałym źródłem informacji są stare firmowe komputery, które bez trudu można kupić na internetowych aukcjach. Tak jak większość ludzi nie zadaje sobie trudu, by skorzystać z niszczarki, ale wyrzuca do koszta przedarte na pół ważne dokumenty, tak też większość (60 proc.) tylko kasuje dane ze swojego komputera, 34,6 proc. - formatuje dysk, a zaledwie 3 proc. pierwotnych właścicieli usuwa dane za pomocą programu do ich zamazywania, a więc trwale.” Pokazuje on częstą nierozwagę właścicieli przedsiębiorstw.

Proszę te dwa wyrazy Competitive Intelligence wrzucić do przeszukiwania treści naszych stron obecnego tu na każdej stronie w prawym górnym rogu, a zobaczy Pani, ile uzyska Pani wyników. Z wielu z nich dowie się Pani, że zapewnienia o przestrzeganiu norm prawnych i etycznych przez pracowników CI są, nazwijmy to najoględniej, uwarunkowane - wszystko zależy od okazji, jaka się im przydarzy. Starczy zerknąć na wideo


Find more videos like this on Multilingual Studies at a Distance

polecone przeze mnie już rok temu w zagadnieniu Wstęp do ochrony informacji w przedsiębiorstwie ( http://fedcba.ning.com/group/bi/forum/topics/wstep-do-ochrony-infor... ) w ramach niniejszego tematu ( http://www.lemant.user.icpnet.pl/tad/ester4w-2.html ).

dzień dobry, witam wszystkich użytkowników forum.

Czym różni się szpiegostwo od badań marketingowych? Czy różni się czymś w ogóle ?

Wg cytowanego już wcześniej źródła wiedzy – Wikipedii różnic pomiędzy dwoma pojęciami  jest dużo. Najistotniejszą uznaję to, iż szpiegostwo jest uznawane jako przestępstwo kryminalne podlegające karze, a badanie marketingowe wręcz jako pomoc w działalności gospodarczej poprzez dostarczenie niezbędnych informacji do podejmowania wielu ważnych decyzji. Mogłoby się wydawać więc ,że granicę między nimi łatwo określić. Czy jest tak na pewno?  

Wypowiedzi moich koleżanek i kolegów są bardzo ogólne, ja postanowiłam zastanowić się na problemem zachowania reguł prawnych i etycznych na konkretnym przykładzie, a mianowicie projektantów ubrań.

Targi Premiere Vision odbywające się w Paryżu jest to jedna z najważniejszych imprez targowych branży tekstylnej, gdzie swoje najnowsze produkty oferują sprzedawcy tkanin oraz odbywają się różnego rodzaju wykłady firm, które zajmują się wyszukiwaniem trendów (tzw. Badania marketingowe) gdzie wielkiej sławy projektanci dowiadują się o trendach z dużym wyprzedzeniem czasu. Po poznaniu trendów cały obraz kolekcji na dany sezon zależy już tylko i wyłącznie od danego projektanta.

W czasie trwania Fashion Week’ów (co to jest Fashion Week?)  zespoły projektantów (najczęściej asystenci) odwiedzają pokazy swoich „rywali” ,gdzie może okazać się ,że mają w swej kolekcji coś bardzo podobnego. Co wtedy? Nawet jeśli pokaz danej kolekcji jest następnego dnia projekt jest poprawiany by nie narażać na szwank dobrego imienia marki i nie zostać posądzonym o szpiegostwo i kradzież pomysłu.   

Gdyby zaistniała sytuacja ,iż dwa bardzo podobne projekty ujrzałyby światło dzienne trudno byłoby udowodnić, czy opierano się tylko i wyłącznie na trendach na nadchodzący sezon (czyli tzw. badaniach rynku) czy może ktoś „życzliwy”  z konkurencyjnej firmy podsunął nam pomysł (zdarzają się sytuację ,że ktoś udając zdrajcę firmy w której pracuje podsuwa pomysł konkurencji specjalnie ,chcąc wywołać skandal, gdyż  w świecie mody jest on idealną promocją danej marki)

Nasuwa się pytanie co z tzw. „sieciówkami”? Pokazy kolekcji na wspomnianych już przeze mnie Fashion Weekach odbywają się z wyprzedzeniem (obecnie trwają pokazy jesień-zima 2011/12). Na pokaz może wejść każdy, kto otrzyma akredytacje- tzn. jest znany w świecie mody lub jest tzw. celebrytą, a zdjęcia z owych pokazów wypływają do internetu już chwilę po zakończeniu pokazu. Wtedy właśnie zaczyna się praca nad kolekcjami wielkich sieci handlowych jak np. H&M czy Zara na nadchodzący sezon. Zimą prezentowano kolekcje na wiosnę- wtedy też dowiedzieliśmy się co będzie widniało teraz w sklepowych witrynach. Nigdy nie było sytuacji by któraś z „sieciówek” nie pokazała w swojej kolekcji chociaż jednej rzeczy „skopiowanej” z kolekcji wielkich domów mody.

Przykład  Lulu Guinness - H&M

Jak nazwać to zachowanie? Z jednej strony oglądanie pokazów to nic złego- mogą, a nawet powinny one być inspiracją . Z innego punktu widzenia jednak czy można uznać projektowanie czegoś identycznego z gorszej jakości materiału za opieraniu się na trendach ? Projektanci „sieciówek” odpowiadają ,że oni poprzez obserwację pokazów badają rynek ,chcąc poznać trendy. Ja jednak uważam ,że można by uznać owe zachowanie za przestępstwo jakim jest szpiegostwo i korzystanie z kogoś pomysłów.

Wiele domów mody wytaczało procesy sądowe „sieciówkom” . Wyroki były różne.

 I to właśnie utwierdza mnie w przekonaniu, że granica między szpiegostwem a badaniem rynku jest bardzo cienka, a czasem nawet nie do uchwycenia. 


Pani Marto, z prawdziwą przyjemnością wpisuję "5" do Pani rubryki "Jakość (na skali 1 do 5)", a wszystkich pozostałych uczestników naszego blended learning informuję, że w tym przypadku naśladownictwo byłoby jak najbardziej wskazane. :-)

Czytając ten post byłem przekonany, że w idealny sposób zobrazowałaś nam cienka granicę pomiędzy badaniami marketingowymi, a szpiegostwem. Dodatkowo w tym przekonaniu utwierdził mnie pan Tadeusz, który pochwalił Twoja wypowiedź. Jednak po chwili zastanowienia moje zdanie nieco się zmieniło. Myślę, że podany przykład 'sieciówek' odzieżowych i praktyk, które stosują można w dalszym ciągu nazwać badaniami marketingowymi, choć wzbogaconych o plagiat;)) Wszak projekty znanych domów mody na wspomnianych Fashion Weekach dobrowolnie udostępniają swoje kolekcje, ich wzory staja się jawne i jak sama wspomniałaś oglądanie ich nie jest niczym złym, podobnie jak i inspirowanie się przedstawionymi projektami. Szpiegostwem można by było to nazwać, kiedy projekt zostałby przechwycony gdy znajdował się na desce kreślarskiej, czyli w momencie kiedy nikt nie chce aby ujrzał on światło dzienne. Inspirowanie się udostępnionymi materiałami uznałbym po prostu za plagiat. Tak podrobiona odzież będzie się dobrze sprzedawała, nie ze względu na przeprowadzone wcześniej badania marketingowe i sprawdzone potrzeby klientów, ale ze względu na podobieństwo do produktów znanych i cenionych marek.

RSS

© 2012   Created by Tadeusz Lemańczyk.   Powered by .

Badges  |  Report an Issue  |  Terms of Service