Gdy w przyszły wtorek będziecie już odrobinę znużeni roztrząsaniem zagadnień informacji publicznej, mam nadzieję, że ten drobny przerywnik ponownie rozbudzi Wasze zainteresowanie tematem. Zacznę od odległego, a zatem bardzo mglistego wspomnienia jednego z angielskich filmów. Wyobraźcie sobie podniosłą uroczystość otwarcia nowego szpitala i konsternację wywołaną po odsłonięciu części jego nazwy - "
Pubic hospital". Z tego, o czym możecie przekonać się również w Internecie, chochlik drukarski z dużym zamiłowaniem skacze sobie po tym angielskim przymiotniku "
public". Sam nie tak dawno efekty jego poczynań wykorzystałem w dyskusji na forum społeczności
Competitive Intelligence (
http://competitiveintelligence.ning.com/forum/topics/ci-and-osint ). Dzisiaj chciałbym dodać jeszcze przemiłą wiadomość Lynn Gaertner-Johnston
Public or Pubic? Spellcheck Can't Tell! (
http://www.businesswritingblog.com/business_writing/2005/12/public_... ). Nie ukrywam, że najbardziej spodobała mi się "przyjacielska" propozycja korekty anonsu o posiadaniu klientów w "
private and pubic sectors" na "
w prywatnych i jeszcze bardziej prywatnych sektorach". ;-) Ale bądźmy szczerzy, czy polski przymiotnik "
publiczny" sam w sobie nie mógłby być źródłem podobnie zabawnych nieporozumień? Zerknijmy do
Słownika frazeologicznego języka polskiego Stanisława Skorupki. Przymiotnik "
publiczny" wyrażony został tam w jedenastu zniuansowanych przykładach. Nie ma co prawda informacji publicznej, ale jest biblioteka publiczna "
dostępna dla wszystkich". Jest również publiczna tajemnica - "
wiadomość nie ogłoszona urzędowo, ale znana ogółowi". Jest jednak również dom publiczny, według Skorupki - "
lunapar", i (już całkiem wyraźnie określone jako wyrażenie dawne) "
kobieta publiczna" czyli "
prostytutka". Aż chciałoby się to zakończyć całkiem poważnym pragnieniem, by informacja publiczna nigdy nam się nie sprostytuowała.