Multilingual Studies at a Distance

Students and Academics of All Countries, Unite! :-)

Jak sądzicie, czy Francuzi z właściwą sobie lekkością wykorzystując urządzenie kojarzone z rewolucją francuską, doskonale oddali poniższą grafiką istotę autocenzury?

Views: 203

Replies to This Discussion

A na jakie obszary nadmiarowego selekcjonowania informacji


wskazuje uważna analiza poniższego plakatu?

Kwestia cenzury (zwłaszcza w Polsce) jest tematem nadal kontrowersyjnym. Zamykanie ust przez aparat państwa ludziom chcącym głosić otwarcie swoje przekonania zawsze kojarzyć się będzie negatywnie. Wydawać by się mogło, iż jawne i bezpośrednie kontrolowanie słowa przez państwo Polska ma już za sobą. Wolność wyrażania swojego zdania jest wartością bardzo istotną dla całego społeczeństwa, stanowi bowiem jeden z podstawowych przywilejów demokracji.

Sam fakt istnienia zjawiska autocenzury uważam za bardzo niebezpieczny dla dzisiejszej publicystyki. Dziennikarstwo z definicji powinno być wolne i niezależne. Przykrą sprawą jest fakt, że ciężko w dzisiejszych czasach znaleźć media niezależne politycznie, czy nie naciskane w jakikolwiek inny sposób. Potocznie nazywanie mediów "czwartą władzą" przyczyniło się do wykorzystywania ich przez najróżniejsze strefy wpływów. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Artyku%C5%82_sponsorowany). Media stały się potężną siłą opiniotwórczą, a co za tym idzie stały się atrakcyjnym środkiem promocji najprzeróżniejszych interesów. Szczególnie widoczne jest to w państwach totalitarnych, gdzie swobodne wyrażanie własnego zdania skończyć się może w najlepszym wypadku więzieniem.

Cytując R. Kapuścińskiego - "Informacja stała się towarem, a świat mediów uzależnił się od świata realnego i zaczął żyć według własnych reguł. Odkąd odkryto, że informacja jest towarem przynoszącym krociowe zyski, przestała ona podlegać tradycyjnym kryteriom prawdy i kłamstwa, a zaczęła prawom rynku z ich dążeniem do coraz większych dochodów i do monopolu."

Skoro słowo staje się pożądanym towarem, zaczyna podlegać prawom rynku i w konsekwencji wyłania się zjawisko autocenzury.

Istnieje jeszcze pozaekonomiczny aspekt autocenzury. Mam tu na myśli aspekt społeczny. Idąc za trafną definicją zaczerpniętą stąd: http://pl.wikipedia.org/wiki/Autocenzura - "Autocenzura wynika najczęściej z potrzeby twórcy do akceptacji społecznej dla swojej aktywności artystycznej lub zawodowej i wiąże się z oczekiwaniem korzyści bądź uznania albo dla uniknięcia krytyki czy kontrowersji poprzez dopasowanie swojej twórczości do treści akceptowalnych przez swoje środowisko społeczne." Moim zdaniem konformizm to najgorsza możliwa postawa twórcy słowa publicznego. Pamiętać jednak należy o tym, że nonkonformistyczne postawy często zsyłają na niezależnych dziennikarzy niemałe kłopoty (od najprzeróżniejszych nieprzyjemności związanych z odmiennym zdaniem i wykrywaniem niewygodnej prawdy do zwolnienia z pracy w redakcji i szykanowanie włącznie).

Reasumując, uważam, że stosowanie autocenzury w wyniku strachu czy innych, podobnych powodów przeczy idei wolności słowa i przekonań. To samobójstwo niezależnych publikacji. Autocenzura jest doskonałym narzędziem wspierania cenzury jako takiej w ogóle i mam nadzieję, że nie zakorzeni się na stałe w mentalności dziennikarzy, komentatorów i publicystów.
Panie Macieju, dla potrzeb Pana listu "Pytanie techniczne" - dlaczego ja nie podzielam Pana nadziei wyrażonej w Pana zdaniu końcowym?
W swoim pierwszym w tej dyskusji poście komentowałem autocenzurę jako zjawisko ograniczające wolność twórcy - dążąc do stwierdzenia, iż autocenzura jest efektem cenzury, presji otoczenia, strachu. Jednak samo stwierdzenie "autocenzura" nie musi się kojarzyć z „wycinaniem” niewygodnych treści, pisaniem artykułów na zlecenie czy wspieraniem czyjegoś interesu pod przykrywką obiektywnego dziennikarstwa. Patrząc z drugiej strony pojęcie autocenzury można by rozumieć także jako „samokontrolę” publicysty. (osobiście wolałbym jednak stwierdzenie samokontrola niż autocenzura z racji pejoratywnego wydźwięku słowa ‘cenzura’). Jakość publikacji jest bezsprzecznie najistotniejszą jej cechą. W erze tabloidów zalewających polski rynek prasowy kwestia samokontroli treści wypuszczanych przez dziennikarzy powinna powrócić w dyskusjach nad etyką publicystyki. Wolność słowa nie może być instrumentem interesu. Jawne kłamstwo, oszczerstwo, oczernianie czyjegoś imienia czy zwyczajnie prowokowanie konfliktu jest praktyką psującą rynek prasy.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,7630320,Lisowie_wygr...

Żaden twórca wypowiedzi publicznych nie powinien prawa do swobody wypowiedzi nadużywać. Tutaj nasuwa się pojęcie kultury słowa, kultury i etyki dziennikarstwa. Pogoń za windowaniem zysków ze sprzedaży danego pisma doprowadza do dopasowywania treści pod grupę „odbiorczą”, co w konsekwencji (w polskich realiach) kończy się naginaniem faktów i wywoływaniem taniej sensacji. Utrzymanie równowagi między swobodą wyrażania własnych przekonań a etyką dziennikarską jest trudnym zadaniem. Umiejętność znalezienia „złotego środka” jest, moim zdaniem, cechą dobrego publicysty, jednak czy umiejętność taką można nazywać sprawną autocenzurą czy po prostu dobrym smakiem w tworzeniu tekstu?
Z dzisiejszego oglądu mediów dodam, że spór odnośnie selekcjonowania informacji toczy się nazbyt często w całkowitym oderwaniu od realiów współczesnego świata. Sam w artykule Wojciecha Czuchnowskiego Szpieg w raporcie ABW ( http://wyborcza.pl/1,75248,7644265,Szpieg_w_raporcie_ABW.html ) z dzisiejszego wydania Gazety Wyborczej zwróciłem uwagę na jego fragment końcowy, cytuję:

W raporcie nie ma informacji, których ujawnienia od lat domagają się organizacje zajmujące się prawami człowieka w Polsce: o liczbie i rodzajach stosowanych technik operacyjnych - podsłuchów i kontroli korespondencji (w tym mailowej). Te dane są przez służby nadal traktowane jako tajemnica.

Okazuje się, że już przed półtora godziną zwrócił uwagę na tenże fragment niejaki bmc3i komentując go następującymi słowy:

To "organizacje ochrony praw czlowieka"? Czy raczej przybudówki obcych wywiadów?
W najlepszym razie stowarzyszenia psychicznie chorych.

http://forum.gazeta.pl/forum/w,904,108479888,108482935,To_organizac...

Jak sądzicie, czy w Gazecie Wyborczej przydałaby się odrobina "cenzury odredakcyjnej", a Wojciechowi Czuchnowskiemu odrobina "autocenzury"?
Zajmowanie się przez prasę tematyką służb specjalnych jest dość złożonym tematem. Oczekuje się przejrzystości od tych służb, nie zdając sobie sprawy, że te najlepiej pracują, gdy dookoła nich nie panuje żaden "szum" - zwłaszcza medialny. I tu powstają moje wątpliwości - czy brak możliwości prześwietlenia działania służb specjalnych nie doprowadzi do nadużyć wewnątrz tych służb. (Jakiś czas temu w mediach można było usłyszeć o nadużywaniu podsłuchów przez ABW) Nie zapominajmy, że często stanowiska kierownicze w takich służbach to nominacje polityczne...

Co do komentarza użytkownika bmc3i - uważam, że ma on/ona uzasadnione obawy odnośnie informowania przeróżnych organizacji o tak szczegółowych danych. Każdy kraj prowadzi działalność wywiadowczą i kontrwywiadowczą a dostać się do organizacji zajmujących się prawami człowieka nie jest trudno... Myślę, że podobnie jak w policji - wydział wewnętrzny powinien istnieć w tajnych służbach i kontrolować, czy nie dochodzi do nadużyć (których, jak sądzę, niestety nie da się wyeliminować.. kwestia stosunku ilości takich incydentów do rzeczywiście skutecznej pracy danego urzędu)

Co do postawionego przez Pana pytania - naturalnym jest, że prasa szuka informacji niedostępnych dla ogółu, to napędza popyt, przyciąga kupujących. Z artykułu GW dowiadujemy się, że powstał raport ABW, otrzymujemy zdawkowe informacje streszczające jego treść i... widzimy panią, która zajmowała się działalnością szpiegowską. Raport był ogólnie dostępnym dokumentem, więc jego streszczenie nie jest niczym nadzwyczajnym. Jeśli zaś chodzi o wizerunek osoby zamieszanej w sprawę – uważam, że gazeta tym razem miała prawo go zamieścić. Na uwagę zasługuje fakt, iż koniecznym jest, by uważnie i rozsądnie promować swoją osobę w sieci. Zdjęcie szpiega na portalu matrymonialnym i to w dodatku ze świadomością wysłania listu gończego (ze zdjęciem) wydaje się co najmniej nie przemyślanym posunięciem. Czy w tym przypadku powinna zaistnieć cenzura odredakcyjna? Myślę, że w minimalnym stopniu tak. Próba znalezienia w ABW niedociągnięć może zakłócić w obywatelach poczucie bezpieczeństwa. Fragment o podsłuchach w połączeniu z przytoczeniem organizacji praw człowieka również – jest to tworzenie w obywatelach poczucia lęku przed utratą resztek prywatności (która w dzisiejszych czasach zdaje się być i tak okrojona do minimum).

Co do dziennikarza, który ten artykuł stworzył – nie wydaje mi się, żeby kontrolą działalności służb specjalnych powinny zajmować się osoby niekompetentne (a taką moim zdaniem jest ten dziennikarz – sądząc po „jakości” artykułu). I to zdanie:

„Jednak - poza sprawą szpiega - zawartość raportu rozczarowuje.” – domyślam się, że autor spodziewał się ujawnienia pikantnych szczegółów z prywatnego życia polityków, ujawnienia nazwisk szpiegów czy metod wywiadowczych. Niektóre działania po prostu MUSZĄ pozostać w tajemnicy służ specjalnych. I to leży w NASZYM interesie, nie bez powodu nasze służby specjalne uchodzą za najskuteczniejsze na świecie.

Uważam, że samo ABW powinno ściślej kontrolować informacje, które trafiają w ręce prasy. Zatrudnienie dobrego specjalisty od PR mogłoby przyczynić się do ulepszenia wizerunku tajnych służb wśród obywateli, a kontrolą ich działania powinny zajmować się odpowiednie, przygotowane do tego osoby, a nie dziennikarze.
Jako, że jest to moja pierwsza wypowiedz, witam serdecznie wszystkich użytkowników portalu.
Odnośnie pytania, uważam, że grafika rzeczywiście idealnie oddaje istotę autocenzury. Autor, który świadomie wyzbywa się ze swojej twórczości treści kontrowersyjnych, czy przedstawiających poglądy inne od panujących, ale takie które on uważa za słuszne, może skazać się na "utratę ręki", twórczość ta może okazać się dla niego tym, czym okazała się dla Robespierre , maszyna, która tak lubił się posługiwać.
Przykładów w historii jest wiele, np. czy dziś nazywali byśmy Kopernika tym, który " wstrzymał Słońce a ruszył Ziemie" gdyby on bał się treści kontrowersyjnych i poddał się autocenzurze?
Witam..
chcialbym rowniez wyrazic swoje odczucia na temat autocenzury bo wywoluje ona u mnie sprzeczne emocje a dlaczego?Cenzura np. w czasach zaborów miala na celu wykrywanie w tresci haseł zachecajacych do buntu, wstrzymywac publikacje wyrazajace poglady inne od zaborcy w celu calkowitego wynarodowienia-wtedy byl przynajmniej jasno postawiony cel.Czerwona pieczatka w tamtych czasach:Дозволено Цэнзурою bylo symbolicznym znakiem niewoli.Podobnie swobody slowa nie mielismy po II wojnie światowej, gdzie wtedy w komunistycznym kraju jakim byla Polska żaden kawałek papieru nie mógł zostac wydrukowany bez zgody Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Warszawie a jego głownym celem było trzymanie polaków "za język". Wg mnie Cenzura=niewoli, wiec nie rozumiem jezeli najpierw walczymy o demokratyczne prawo do wyrazania wlasnych mysli, pogladow, wyznania dzis za pomoca środka jakim jest Autocenzura stworzona przez Nas samych, znow zakładamy sobie dobrowolnie kajdany nie na nogi ale na języki. Mam na mysli fakt,ze zarowno my jak i ludzie swiata prasy maja prawo do wyrazania wlasnych przekonan bez obaw ze zostanie to odrzucone czy skrytykowane. Nalezy jednak pamietac by wyrazic to w sposob kulturalny, nie godzacy w czyjes uczucia czy wyznania, byc asertywnym i pamietac ze nie tylko my mamy prawo do wlasnej opinii ale inni rowniez i nie zawsze musza podzielac nasze zdanie. W odniesieniu do definicji Autocenzury podanej przez Macieja jesli mowa o pisarzach bojacych sie wyrazania siebie, wlasnych racji i opinii w swoich utworach to moim zdaniem powinni zmienic zawod gdyz pewne jest ze nie czuja sie spelnieni w tej roli. Pisanie o sprawach sprzecznych z soba tylko po to, by trafic do odbiorcy jest czysta hipokryzja. Głownym celem pisania powinno byc przeslanie prawdy czy to o sobie czy tez o otaczajacej rzeczywistosci bez wzgledu jaka ona jest zachowujac oczywiscie przy tym wszelkie zasady dobrej publicystyki. Wtedy to slowo ma wartosc.Dziekuje.
Wygląda na to, że w zgłębianiu omawianego zagadnienia doszliście do punktu wymagającego ode mnie kilku podpowiedzi. Po pierwsze, przypomnienia wymaga fakt, że poruszamy się w przedmiocie Bezpieczeństwo INFORMACJI, w temacie Polityka bezpieczeństwa INFORMACJI. Omawiane zagadnienie poprzedzone jest zagadnieniami dotyczącymi INFORMACJI publicznej. Skąd więc to przejście od INFORMACJI do poglądów? Po drugie, co oznaczają w art. 5 Ustawy o dostępie do informacji publicznej słowa "Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu w zakresie i na zasadach określonych w przepisach o ochronie informacji niejawnych oraz o ochronie innych tajemnic ustawowo chronionych", "Prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy" ( http://www.bip.gov.pl/articles/view/41 )? Kto czuwa nad przestrzeganiem tych ograniczeń w instytucjach państwowych i w przedsiębiorstwach prywatnych? Jakim słowem określić to "czuwanie"? Cenzura? Kontrola? A obywatel, który w mig potrafi uchwycić to, co w danej sytuacji i komu może przekazać z posiadanych przez siebie informacji, by nie wejść w konflikt z obowiązującym w tym zakresie prawem? Stosuje autocenzurę? Sam, z własnej i nieprzymuszonej woli, skłania się do przestrzegania reguł samokontroli?
Myślę, że przejście od informacji do poglądów jest spowodowane, Pańskim pytaniem jakie zostało postawione w pierwszym poście, mianowicie mam na myśli formułę "jak sądzicie". Tak sformowane pytanie nakłoniło nas do wyrażania własnych poglądów.

Co do dalszych pytań, słowa pojawiające się w art. 5 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, moim zdaniem należy potraktować dosłownie, otóż nie należy publikować treści, które są tajne, zarezerwowane dla wąskiej grupy osób, takich, których ujawnienie mogło by spowodować np. zagrożenie dla państwa.
Drugie zdanie, także należy potraktować dosłownie, nie należy pisać artykułów, uderzających w czyjąś prywatność.
(tutaj pozwolę sobie na dygresje, ten przepis, niestety jest przez tabloidy często lekceważony w związku z czym jesteśmy zasypywanie, bezsensownymi informacjami z życia "gwiazd")

Nie posiadam wiedzy, kto czuwa nad przestrzeganiem tego typu ograniczeń, ale jeżeli miałby określić to czuwanie, to zdecydowanie chętniej użył bym słowa "kontrola" aniżeli "cenzura". Gdyż, w myśl ustawy do druku nie będą dopuszczane treści, mogące
wpłynąć niekorzystnie na bezpieczeństwo osób, przedsiębiorstw czy państwa, ustawa ma na celu ochronę obywatela a nie ingerowanie w jego wolność słowa.

Co do obywatel, myślę, że jest właśnie tak, jak Pan napisał, obywatel z własnej i nie przymuszonej woli stosuje autocenzurę (jednak ja w tym miejscu wolałbym użyć słowa samokontrole) i dostosowuje się do reguł, przekazuje informacje, ale tylko w ilości takiej, która nie będzie niosła za sobą ewentualnych konsekwencji.
Panie Krzysztofie, chyba ma Pan rację - nazbyt optymistycznie założyłem, iż pierwsze, co napiszecie, to to, że każdy z nas prędzej skazałby się na obcięcie ręki, niż dopuściłby się ujawnienia "informacji niejawnych", "tajemnicy przedsiębiorcy", informacji godzących w "prywatność osoby fizycznej". Nie ma to, rzecz jasna, nic wspólnego z ujawnianiem poglądów, a tym bardziej - z "wyrażaniem poglądów o poglądach". Na marginesie, "cenzura" to nic innego, jak "kontrola" ( http://www.slownik-online.pl/kopalinski/C053DD5579D21DD6C12565B6000... ). Tę zaś można stosować w różnych celach, i "w celu ochrony norm prawnych, religijnych, moralnych", i w celu "zabezpieczenia danych o charakterze wojskowym lub politycznym" ( http://portalwiedzy.onet.pl/13062,,,,cenzura,haslo.html ). Zwłaszcza w tym drugim przypadku, spierać się będziemy o jej istotę, czy o jej rozmiary?
Faktycznie, nie do końca udało się mi i Kolegom odczytać Pańskie intencje i w swoich wypowiedziach skierowaliśmy się w zupełnie innym kierunku, niż ten przewidziany przez Pana. Mam jednak nadzieje, że w dalszej części rozmowy uda się nam spełnić Pańskie oczekiwania.
Rozumiem co ma Pan na myśli, podając linki do słowników, które wyjaśniają słowo cenzura, oraz podają słowo kontrola jako synonim. Jednak celowo napisał iż wolałbym użyć słowa kontrola, aniżeli cenzura, ponieważ tak już jest przyjęte w naszym kraju iż przysłowiowemu Nowakowi cenzura kojarzy się negatywnie ( na co ma oczywiście wpływ historia naszego kraju oraz narodu, o czym kilka postów wyżej wspomniał Damian), a ta cenzura o której mówi ustawa nie powinna być w ten sposób odbierana, gdyż jak wspominałem wyżej, ma ona nas chronić a nie ograniczać.
Co do cenzury mającej na celu zabezpieczenia danych o charakterze wojskowym czy politycznym, muszę przyznać, że jest to rzeczywiście temat sporny. Ja uważam, że dane wojskowe, mające wpływ na bezpieczeństwo narodowe powinny być jak najbardziej utajnione i jakakolwiek publikacja informacji mogących zagrozić temu bezpieczeństwu powinna być kategorycznie zabroniona, cenzura w tym obszarze musi być bardzo skuteczne.
Jeżeli chodzi o cenzurę w polityce, tu jest rzeczywiście wiele kontrowersji. Niektóre informacje wymagają utajnienia, ale czy każdy z wyborców nie ma prawa do wiedzy dotyczącej tego czym zajmują się wybrani przez niego kandydaci? Cenzura w polityce jest kwestią bardzo sporną, z jednaj strony jest konieczna, z drugiej zaś, każdy z nas powinien mieć wiedzę na temat pracy "głów" państwa (może wtedy, gdy wszystko było by jawne, zapanował by w końcu jakiś porządek?), należy więc pamiętać że w każdej dziedzinie życia nie ma nic białego, ani czarnego, wszystko jest szare.

RSS

© 2012   Created by Tadeusz Lemańczyk.   Powered by .

Badges  |  Report an Issue  |  Terms of Service